Autor Wiadomość
aaa4
PostWysłany: Pią 11:17, 14 Wrz 2018    Temat postu: 12

Martin wzruszyl ramionami.

-Jednemu na pieciu? Moze, jezeli beda mieli szczescie. W normalnych warunkach droga z Zielonego Serca na polnoc jest dluga i ciezka. A teraz...

Gardan wszedl po schodach.

-Wasza Wysokosc, obserwator z wiezy donosi, ze wszystkie oddzialy wroga stoja juz na pozycjach wyjsciowych.

Jeszcze kiedy mowil, zagrzmial rog Tsuranich i rozlegly sie okrzyki bojowe. Ruszyli. Arutha dobyl miecza i rozkazal, aby katapulty zaczely razic nacierajacych. Po chwili do walki wlaczyli sie lucznicy, zasypujac Tsuranich gradem strzal. Jak zwykle, wrog niewzruszenie parl do przodu.

Przez cala noc zakute w kolorowe pancerze oddzialy przypuszczaly na mury szturm za szturmem. Ogromna wiekszosc padla na polu przed zamkiem. Kolejni bezposrednio pod murami. Kilku udalo sie wedrzec na gore, lecz i oni zgineli. Nic nie pomagalo, nadciagali wciaz nastepni.

Szesc razy fale atakujacych zalamywaly sie na obronie zamku. Teraz przygotowywali sie do siodmego. Arutha oblepiony krwia i brudem kierowal przemieszczaniem sie bardziej wypoczetych oddzialow. Gardan spojrzal ku wchodowi.

-Jezeli wytrzymamy i teraz, za chwile bedzie swit. Miejmy nadzieje, ze potem troche odpoczniemy - powiedzial ochryplym ze zmeczenia glosem Gardan.

-Wytrzymamy - vacu warszawa
rownie zmeczonym glosem Arutha.

-Arutha?

Ksiaze odwrocil sie. Po schodach wchodzili Roland, Amos i jeszcze ktos.

-Co tam?

-Na innych murach spokoj, ale jest cos, co powinienes zobaczyc. Ksiaze.

Arutha rozpoznal towarzyszacego im mezczyzne. Byl to Lewis, zamkowy Lowca Szczurow. Byl odpowiedzialny za to, aby Crydee bylo wolne od wszelkich szkodnikow. W rekach trzymal cos ostroznie.

Arutha nachylil sie i przyjrzal blizej. W dloniach Lewisa lezala fretka. Przez drobne cialo przebiegaly skurcze.

-Wasza Wysokosc... - Glos Lewisa drzal z emocji - to...

-O co chodzi, czlowieku? - ponaglil go Arutha niecierpliwie. Majac na karku atak na mury, nie mial czasu rozczulac sie nad utraconym ulubiencem.

Zrozpaczony Lewis nie mogl z siebie wydusic slowa. Roland przemowil za niego.

-Dwa dni temu fretki nie powrocily do domu. Ta doczolgala sie jakos do spizami za kuchnia. Znalazl ja kilka minut temu.

Lewis spojrzal na Ksiecia.

-Byly doskonale wytresowane, panie - powiedzial drzacym glosem. - Jezeli nie wrocily do domu, oznacza to, ze cos je zatrzymalo. Na te biedaczke ktos wlazl butem. Ma zlamany ganbanyouku
Musiala sie czolgac calymi godzinami, by powrocic.

-Nadal nie rozumiem, jakie to ma znaczenie? Roland chwycil mocno Aruthe za ramie.

Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group